Kto jest online

59 gości on-line.






Mini statystyki



Wsparcie


Obrona Terytorialna






Czy grozi nam nowa wojna?
(Polemika do wywiadu z prof. Koziejem)

Obserwując funkcjonowanie Biura Bezpieczeństwa Narodowego pod kierownictwem profesora Kozieja, trzeba przyznać, że pomimo dojrzałego już wieku, nowy szef tchnął w jego działalność nowego ducha i nową energię. W ciągu ponad trzech lat, jakie minęły od objęcia przez niego swojego nowego stanowiska, zrealizowano w BBN kilka ciekawych i nowatorskich inicjatyw, w tym szczególnie opracowanie i publikację Białej Księgi Bezpieczeństwa Narodowego.

Jednak sam duch i energia to jeszcze za mało koniecznym wręcz niezbędnym jest właściwy sposób działania, ponieważ bez niego cały wysiłek może zostać zmarnowany. Lektura wywiadu, jakiego udzielił ostatnio Rzeczpospolitej prof. Koziej, prawdopodobnie w celu popularyzacji Białej Księgi, pozwala na przedstawienie kilku wstępnych uwag, które z jednej strony, mam nadzieję, zachęcą do lektury tego dokumentu, z drugiej strony pozwolą, ustrzec się przed popełnionymi błędami i zachować właściwą perspektywę w jego ocenie.


Jakie zagrożenia?

Podstawową sprawą w tego typu dokumentach jest wiarygodna ocena zagrożeń. Od właściwej (obiektywnej, wiarygodnej, prawdopodobnej) oceny zagrożeń zależy sens dalszej pracy. Błędna ocena zagrożeń stawia pod znakiem zapytania cały wysiłek i praktyczną przydatność dokumentu. Dlatego namawiam, wszystkich ewentualnych czytelników do rozpoczęcia lektury od dokładnej analizy przedstawionych prze autorów zagrożeń militarnych dla bezpieczeństwa Polski.

I obawiam się niestety, że prof. Koziej i jego zespół popełnili tu błąd, w postaci nieodpowiedniej oceny najważniejszych zagrożeń dla bezpieczeństwa militarnego Polski. Błąd ten popełniono w wyniku zastosowania nieodpowiedniego kryterium, tzn. kryterium konsensusu czyli zdolności do porozumienia w sprawie udzielenia pomocy. Zdaniem autorów najważniejszym (najbardziej prawdopodobnym i najbardziej niebezpiecznym) zagrożeniem dla Polski są zagrożenia asymetryczne (dywersyjne, rakietowe, cybernetyczne) w stosunku do których trudno będzie osiągnąć konsensus i zgodę dla podjęcia wspólnej akcji pomocy ze strony sojuszników. Natomiast, zagrożenia typowe (atak sił zbrojnych na terytorium kraju) są dużo mniej prawdopodobne i dużo mniej niebezpieczne ponieważ w tej sytuacji państwa sojusznicze dużo łatwiej dojdą do porozumienia w sprawie pomocy militarnej dla jednego z zaatakowanych członków. I pomoc ta tym samym będzie dużo łatwiejsza do uzyskania.

Jako argument przemawiający, za takim podziałem zagrożeń, autor porównał aktualną sytuację geopolityczną do sytuacji z czasów zimnej wojny i wyciągnął stąd wniosek co do zachowania się naszych sojuszników w przyszłości. Stwierdził mianowicie, że "w czasach zimnej wojny w interesie wszystkich leżało zareagowanie", jest to oczywiście prawda, jednak obecnie sytuacja jest diametralnie inna, wtedy było jasne, że ZSRR jest wrogiem, i z jego strony grozi wszystkim państwom, członkom NATO, śmiertelne zagrożenie. Natomiast aktualnie, Rosja jest traktowana przez wielu członków NATO jak partner, a współpraca z Rosją jest ważnym elementem ich polityki bezpieczeństwa, w tym szczególnie polityki bezpieczeństwa USA.

Dlatego, moim zdaniem, w tej sytuacji należy zastosować inne lepiej uzasadnione kryterium np. kryterium kosztów (które zawsze stanowią podstawę do podjęcia decyzji) co spowoduje, że w tej sytuacji dużo bardziej prawdopodobny będzie wariant odwrotny. Pomoc sojuszników w sytuacji wystąpienia zagrożeń asymetrycznych, ze względu na niskie koszty polityczne, społeczne i ekonomiczne jest dużo łatwiejsza do uzyskania. Pomoc w sytuacji zagrożeń typowych (konwencjonalnych) wymaga zaangażowania znacznej części potencjału militarnego państwa, a więc dużego większego wysiłku politycznego, społecznego i ekonomicznego ze strony państw tę pomoc udzielających. Co sprawia, że pomoc ta jest dużo trudniejsza do uzyskania i przeprowadzenia. Poza tym dokonywanie jakichkolwiek porównań do czasów zimnej wojny jest błędem i przypomina stare powiedzenie, że siły zbrojne przygotowują się zawsze do minionej wojny.


Jaka wojna?

Kolejnym kluczowym dla powodzenia całości procesu badawczego etapem jest przewidywanie możliwych do wystąpienia rodzajów wojny. Tutaj z kolei prof. Koziej zakłada, że w Europie mogą się wydarzyć tylko dwa rodzaje wojny: wojna klasyczna (terytorialna) na dużą skalę w której, wracając znowu do czasów zimnej wojny, stanąć mogą do wielkiej konfrontacji NATO i Rosja oraz wojna asymetryczna (aterytorialna) pomiędzy Polską a bliżej nie określonym agresorem.

W tej sytuacji nasuwa się znowu pytanie a co w takim razie z dużo bardziej prawdopodobną klasyczną (terytorialną) wojną na małą skalę pomiędzy Polską i Rosją. W której Rosja wykorzystując swoje wojska lądowe dokona ograniczonej agresji militarnej na terytorium Polski, pod pretekstem np. pomocy dla jakiejś uciskanej przez polski rząd mniejszości narodowej, z zamiarem np. opanowania kilku strategicznych obiektów na terytorium Polski.

Ten wariant, został niestety pominięty milczeniem, a biorąc pod uwagę sposób działania Rosji i jej sił zbrojnych w ciągu ostatnich kilku lat wydaje się najbardziej prawdopodobny. Przykładem może tu być wojna rosyjsko-gruzińska w 2008 r. w której Rosja wykorzystując wojska lądowe dokonała typowej klasycznej (terytorialnej) agresji na terytorium państwa sąsiedniego, z zamiarem zdobycia stolicy i usunięcia rządu oraz prezydenta. Kolejnym przykładem może być scenariusz ćwiczenia Zapad 2009, w którym Rosja ćwiczyła klasyczny atak na terytorium Polski pod pretekstem rozwiązywania problemów narodowościowych.


***

Popełnione błędy nie dyskwalifikują oczywiście całości, a wprost przeciwnie powinny stanowić zachętę dla wszystkich zainteresowanych do dalszej lektury i wymiany opinii. Biała Księga jest na pewno wartościowym i potrzebnym dokumentem, zachęcam wszystkich do głębokiej analizy wszystkich jej zapisów. Ze względu na swoje rozmiary, zakres tematyczny oraz wagę poruszanych zagadnień wymaga ona spokojnej lektury i dużo większej ilości czasu. Dlatego mam nadzieję, że tych kilka sporządzonych na gorąco uwag zachęci wszystkich zainteresowanych do lektury i do dalszej rzeczowej polemiki na gościnnych łamach Rzeczpospolitej.


Grzegorz Kwaśniak