Kto jest online

54 gości on-line.






Mini statystyki



Wsparcie


Obrona Terytorialna






dr Grzegorz Kwaśniak
Instytut Bezpieczeństwa Wewnętrznego
Zespół ds. Bezpieczeństwa Militarnego
Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Nysie
NYSA 2014

Kto nas obroni? (Ogólna ocena wybranych elementów gotowości obronnej RP)


Wprowadzenie

Od 1989 r. Siły Zbrojne RP znajdują się w stanie ciągłych zmian. Przeprowadzono już kilka programów restrukturyzacyjnych i trwają prace nad następnym. Pomimo to, widać coraz wyraźniej, że zmiany te są ciągle niewystarczające, a Siły Zbrojne RP z roku na rok tracą zdolność do wypełniania konstytucyjnej misji obrony terytorium kraju. Również działania podejmowane w ciągu ostatnich kilku lat, w tym szczególnie profesjonalizacji oraz ostatnia reforma systemu kierowania o dowodzenia , z pozoru słuszne i prawidłowe, nie rokują jednak nadziei na zasadniczą naprawę tej niepokojącej sytuacji.

Dotychczasowe zmiany ogólnie ocenić można jako dalece niewystarczające, pobieżne i przebiegające w sposób przypadkowy, doraźny, stwarzając tym samym wrażenie jakby odbywały się bez jakiegokolwiek pomysłu i planów. Plany takie prawdopodobnie istnieją, jednak, jak wynika z obserwacji, nie powodują one żadnych zmian zasadniczych, strategicznych, a ponadto nie są konsekwentnie realizowane. Natomiast kierownictwo wdrażające zmiany prawdopodobnie nie uświadamia sobie nawet konieczności dokonywania zmian fundamentalnych, strategicznych, uznając realizowany obecnie proces restrukturyzacji i profesjonalizacji sił zbrojnych za zupełnie wystarczający i odpowiadający wyzwaniom przyszłości.


Najbardziej niepokojące jest jednak to, że wraz z upływem czasu i realizacją kolejnych programów oraz pomimo kilkunastu już lat członkostwa w NATO, zdolności naszych sił zbrojnych do wypełniania konstytucyjnej misji – obrony terytorium kraju – zamiast wzrastać, z roku na rok coraz bardziej maleją, a sam proces przeciąga się już niebezpiecznie długo i wkrótce może skończyć się korzystna jak dotąd dla Polski koniunktura międzynarodowa.


Utrata zdolności obronnych przez Siły Zbrojne RP znajduje swój ostateczny wyraz w zaplanowanej i przyjętej do ewentualnej realizacji koncepcji przeprowadzenia – Strategicznej Operacji Obronnej (SOO). Operacja ta jest najważniejszym i ostatecznym sprawdzianem funkcjonowania całego państwa oraz jego sił zbrojnych w sytuacji wystąpienia zagrożeń militarnych. Plan przeprowadzenia SOO jest oczywiście dokumentem tajnym, do którego dostęp ma bardzo niewiele osób. Jednak analiza związanych z nim bezpośrednio dokumentów o charakterze jawnym, pozwala na sformułowanie następujących wniosków, co do jej podstawowych założeń w zakresie rozmieszczenia, ukompletowania oraz koncepcji jej realizacji.



1. Błędne rozmieszczenie sił obronnych

Rozmieszczenie naszych sił zbrojnych na terytorium kraju nie zmieniło się w zasadzie od czasów Układu Warszawskiego. Zostało ono dokonane pod dyktando obcego mocarstwa, które w ten sposób zamierzało wykorzystać nasz kraj i nasze siły zbrojne do realizacji swoich planów podboju Europy Zachodniej. Całkowita zmiana sytuacji geopolitycznej naszego kraju po roku 1989, nie spowodowała jednak zmiany rozmieszczenia naszych najważniejszych związków taktycznych. W efekcie, na dzień dzisiejszy, nie odpowiada już ono całkowicie aktualnej sytuacji geopolitycznej Polski oraz zagrożeniom dla jej bezpieczeństwa.


rozmieszczenie_brygad.jpg

Widać wyraźnie, że trzy czwarte naszych sił rozmieszczone jest na zachodzie i południu kraju, w pobliżu granic z naszymi partnerami z UE oraz sojusznikami z NATO – państwami o silnych tradycjach demokratycznych. Natomiast nasza wschodnia granica pozbawiona jest prawie zupełnie ochrony i obrony. Nieliczne jednostki rozmieszczone na wschodzie są jednocześnie najsłabiej ukompletowane i prawdopodobnie najsłabiej wyszkolone. Błędne rozmieszczenie sił powoduje z jednej strony problemy z ich szybkim przegrupowaniem w sytuacji zagrożenia (około 700 km). A co gorsze, skutkuje brakiem znajomości przez oficerów i żołnierzy przybyłych z drugiego końca Polski terenu oraz lokalnych uwarunkowań, co pozbawia nasze siły zbrojne podstawowego atutu każdej armii broniącej terytorium własnego państwa, w postaci wykorzystania taktycznych i operacyjnych właściwości terenu w walce.


2. Pozorna profesjonalizacja

W wyniku trwających już ponad 20 lat zmian dokonano redukcji ogólnej liczby Sił Zbrojnych RP do około 90 tys., powstał czwarty rodzaj sił zbrojnych (wojska specjalne), okręgi wojskowe zostały zlikwidowane, a ich funkcje przejęły dowództwo operacyjne oraz generalne. Ogólna liczba dywizji został zredukowana do trzech, natomiast brygad do trzynastu - teoretycznie zawodowych.


aktualne_rozwinięcie.jpg

Niestety poza ogólną redukcją, tworzeniem kolejnych szczebli dowodzenia oraz utworzeniem nowego rodzaju wojsk (co tak naprawdę jest tylko formalną zmianą podporządkowania jednostek już istniejących) w ramach struktury zmieniło się w zasadzie niewiele. Jednak najważniejszym problemem jest ich ukompletowanie w żołnierzy. Zbyt pośpieszna i nieprzemyślana profesjonalizacja oraz zawieszenie poboru spowodowały problemy z ukompletowaniem istniejących jednostek wojskowych na terenie całego kraju.


Problemy finansowe spowodowały, że średni poziom ich ukompletowania wynosi około 40%, do etatu czasu wojny, co jest wskaźnikiem gorszym niż w czasach armii poborowej, i poddaje w wątpliwość cały sens przeprowadzonej profesjonalizacji. Sytuacje próbowano ratować wprowadzaniem tzw. Narodowych Sił Rezerwowych, jednak zakończyło się to całkowitym niepowodzeniem, do którego oczywiście nikt nie chce się przyznać.


Prawdopodobnie, biorąc pod uwagę położenie geopolityczne i geostrategiczne naszego państwa oraz nasze doświadczenia historyczne pośpieszna profesjonalizacja była błędem, wynikającym z decyzji politycznych, za którymi stały wąskie interesy partyjne, a decyzja o jej przeprowadzeniu nie została oparta na żadnych racjonalnych przesłankach.


Porażkę projektu profesjonalizacji najlepiej oddaje proste porównanie ilości oficerów i podoficerów (czyli żołnierzy dowodzących) do szeregowych (czyli wykonawców). Dane z 2009 r. pokazują, że średnio na jednego dowodzącego oficera i podoficera w SZ RP przypadało 0,5 wykonującego rozkaz szeregowego. Tylko nieznaczna poprawa nastąpiła w roku 2014 gdzie na około 14 000 oficerów oraz ponad 32 000 podoficerów przypada jedynie około 38 000 szeregowych. Czyli na jednego dowodzącego przypada 0,9 szeregowego. Przed wojną w armii II RP stosunek ten wynosił 1:4, aktualnie w armii amerykańskiej wynosi 1:5.


Przedstawiona trochę teoretyczna kalkulacja ma bardzo konkretne wpływ na jedno z najważniejszych kryteriów oceny zdolności bojowej sił zbrojnych, tzn. ich ukompletowanie w żołnierzy. Na schemacie widać wyraźnie, że jedynie jedna czwarta z naszych brygad (kolor zielony) jest rozwinięta powyżej 80% i jest zdolna do prowadzenia działań bojowych w ciągu 1-2 tygodni. Ukompletowanie w granicach od 20 do 80% (kolor żółty) wyklucza praktycznie brygadę z walki, a jej użycie możliwe jest dopiero po 2-3 miesiącach intensywnych przygotowań. Natomiast ukompletowania poniżej 20% (kolor czerwony) wyklucza brygadę z walki na okres 4-5 miesięcy. Dodatkowo, aby uzyskać pełny obraz możliwości naszych sił zbrojnych, należałoby jeszcze przeanalizować ukompletowanie brygad po względem ilości i jakości posiadanego uzbrojenia i sprzętu wojskowego oraz oczywiście wyszkolenia, co pogorszyłoby jeszcze tą i tak tragiczną sytuację.


3. Nierealna koncepcja przeprowadzenia operacji obronnej

Zadania przewidywanie do wykonania przez związki taktyczne (brygady) w ramach SOO są oparte na założeniach sprzecznych z zasadami sztuki operacyjnej oraz normami taktycznymi. Szerokość rejonu obrony brygady ogólnowojskowej, biorąc pod uwagę jej możliwości organizacyjno-techniczne oraz ukształtowanie i pokrycie terenu, powinna wynosić około 10 km, w sprzyjającym terenie – maksymalnie 15 km. Tymczasem podczas ćwiczeń przeprowadzonych przez nasze siły zbrojne ćwiczy się warianty, w których brygady te prowadzą działania obronne na szerokości od 50 do 100 km, a więc od 5-10 większej od maksymalnie zalecanej.


strategiczna_operacja_obronna.jpg

Najgorsze jest jednak to, że deklarowana obrona terytorium Polski w ogóle nie jest obroną, ponieważ podczas ćwiczeń prowadzonych na szczeblu strategicznym ćwiczy się sytuacje, w których nasze siły zbrojne nie bronią granic i terytorium RP, do czego są zobowiązane na mocy konstytucji, ale prowadzą jedynie działania obronno-opóźniające, których celem jest opóźnianie natarcia przeciwnika i zyskanie czasu, aby stworzyć sprzyjające warunki do rzeczywistej obrony naszego kraju przez sojusznicze siły wsparcia (SSW) z NATO.


Gdybyśmy jednak chcieli bronić się naprawdę, to biorąc pod uwagę realne możliwości naszych brygad (ukompletowanie, normy taktyczne) oraz długość naszej wschodniej granicy (około 1200 km), a także stan liczebny naszych sił lądowych (13 brygad), to widać jednoznacznie (13 x 10 km), że jesteśmy w stanie bronić jedynie około 10% całkowitej długości naszej wschodniej granicy. I to w najbardziej optymistycznym wariancie.


W tej sytuacji, kluczową sprawą dla naszego bezpieczeństwa jest oczywiście wiarygodność gwarancji skutecznej pomocy ze strony sojuszników. Nie ma jednak niestety żadnej pewności, że plany obrony Polski przez SSW istnieją naprawdę, a także jaki jest ich aktualny poziom przygotowania. Ponieważ doniesienia medialne są sprzeczne, wypowiedzi polityków, w tym ministra obrony narodowej, wymijające, a same plany – oczywiście tajne, nie można w tym względzie uzyskać żadnych wiarygodnych informacji. Ponadto założenie, że SSW przybędą z pomocą w ciągu 2 tygodni, jest z jednej strony złożeniem niewystarczającym (ponieważ w ciągu 14 dni potencjalny przeciwnik będzie już za Wisłą i zajmie 2/3 terytorium kraju), z drugiej strony jednak jest założeniem i tak zbyt optymistycznym, ponieważ w praktyce należałoby założyć, że potrwa to 2-3 miesiące.



4. Niskie morale i brak woli walki

Kolejnym czynnikiem mającym zasadniczy wpływ na gotowość bojowa naszych sił zbrojnych jest ich morale i wola walki, współcześnie określane bardziej, jako kultura organizacyjna. Niestety kultura organizacyjna Sił Zbrojnych RP ukształtowana została w okresie ich członkostwa w Układzie Warszawskim pod wpływem kultury kierowania i dowodzenia panującej w Armii Radzieckiej. Kultury charakterystycznej dla państwa totalitarnego, wymagającej bezwzględnego posłuszeństwa i podległości w wykonywaniu rozkazów i poleceń, co skutkowało zanikaniem samodzielności w myśleniu i działaniu na wszystkich szczeblach dowodzenia. Dowódca w czasach PRL miał tylko ściśle wykonywać rozkazy, a w celu ich egzekwowania mógł użyć wszelkich sposobów, posuwając się nawet do szantażu, groźby i użycia siły fizycznej. Podstawą kierowania było natomiast scentralizowane na wszystkich szczeblach dowodzenie, które zakładało małą samodzielność wykonawców i wymagało ślepego posłuszeństwa, nie pozostawiając miejsca na własną inicjatywę.


Współcześnie, mimo głębokich zmian w środowisku bezpieczeństwa i wynikających stąd zmian w celach i zadaniach sił zbrojnych, kultura organizacyjna oraz kultura dowodzenia naszych sił zbrojnych zmieniła się niewiele, najmniej ze wszystkich omówionych wyżej elementów gotowości bojowej. Przejawia się to w promowaniu starych wzorców, idei, sposobów myślenia i procedur działania w codziennym ich funkcjonowaniu. Kultura organizacyjna rodem z minionej epoki (Układu Warszawskiego) jest - główną wewnętrzną przyczyną braku zasadniczych zmian w Siłach Zbrojnych RP (członka NATO). Niestety, najwyższe kierownictwo Sił Zbrojnych RP, zajęte bieżącymi sprawami szczebla operacyjnego czy wręcz taktycznego, prawdopodobnie nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że sedno problemu leży w ich własnej kulturze organizacyjnej, a czynnikiem decydującym o niepowodzeniu dotychczasowych zmian w obszarze sił zbrojnych jest właśnie brak zmiany starych – niedostosowanych do nowych warunków i wyzwań - wartości, norm, postaw oraz „postsowieckiej” mentalności.


Brak zmiany kultury organizacyjnej oraz kilkadziesiąt lat negatywnej selekcji spowodowały, że w polskiej armii, w większości, robią karierę ambitni i sprytni, ale pozbawieni głębszego patriotyzmu i większych talentów – karierowicze i przeciętniacy. Właściwie bardzo mało jest w jej szeregach zdolnych dowódców (przywódców) o wyjątkowej wiedzy, osobowości i autorytecie, niezbędnych w czasach kryzysu i wojny. A ludzi wybitnych nie ma w ogóle.


Jednak najbardziej niepokojący jest rozwijający się w szeregach sił zbrojnych konformizm. Jedną ze specyficznych właściwości sił zbrojnych, jako organizacji, jest podporządkowanie i posłuszeństwo oparte na przymusie. Jednak cecha ta, ze względu na specyfikę wojska do pewnego stopnia uzasadniona, przekształciła się współcześnie w normę, eliminując swobodną wymianę myśli i poglądów, niezbędną w instytucjach wojskowych szczebla strategicznego i operacyjnego. I nawet kilkanaście lat członkostwa w NATO nie potrafiło tego zmienić, a wprost przeciwnie – cecha ta w warunkach ciągłych reform i braku stabilności ma się ciągle bardzo dobrze, a jej ofiarą padają kolejne pokolenia żołnierzy.


Istnienie konformizmu potęgowane jest jeszcze przez nepotyzm. Naturalna dla każdego człowieka, w tym oczywiście również żołnierza, chęć rozwoju osobistego oraz zaspokajania swoich ambicji, została w warunkach braku obiektywnych i uczciwych procedur doboru i selekcji kadr całkowicie wypaczona. Z jednej strony bowiem, najbardziej kompetentne, ale jednocześnie uczciwe, osoby nie mogą awansować, natomiast z drugiej strony, osoby nieuczciwe i jednocześnie mniej zdolne, wykorzystujące tzw. znajomości, awansują, psując funkcjonowanie całego systemu. Ten patologiczny system powoduje marnotrawienie olbrzymiego potencjału intelektualnego oraz jest źródłem erozji zasad moralnych w całych siłach zbrojnych.


Wszystko to obywa się w warunkach upadku patriotyzmu. Instrumentalne traktowanie przez komunistów polskiego patriotyzmu, w celu osiągnięcia własnych korzyści politycznych, spowodowało jego erozję w całym narodzie i oczywiście również wśród elit. Po roku 1989, kiedy to Polska odzyskała niepodległość i zaczęła budować podstawy nowego państwa w oparciu o doktrynę neoliberalizmu, patriotyzm stał się wartością nieodpowiadającą duchowi nowego liberalnego państwa. Negowanie i czasami wręcz ośmieszanie patriotyzmu, z jakim mieliśmy do czynienia w ciągu ostatnich kilkunastu lat, spowodowała jego deprecjację co jest szczególnie niebezpieczne w środowisku wojskowym. Podsumowując można bez przesady stwierdzić, że głównym źródłem naszej słabości w zakresie bezpieczeństwa są nasze elity wojskowe, w tym szczególnie ich mentalność, oraz wynikające z niej niskie morale i brak woli walki. W tych okolicznościach szansa, jaką dla naszego bezpieczeństwa jest członkostwo w NATO, może stać się dla nas zagrożeniem. Dlatego powierzanie bezpieczeństwa militarnego Polski elitom wojskowym o tak słabym przygotowaniu merytorycznym i wątpliwym systemie wartości, stanowi zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa dużo większe niż np. przestarzały sprzęt i uzbrojenie.



5. Zakończenie

Po ponad dwudziestu pięciu latach budowy niepodległego państwa Polskiego widać coraz wyraźniej, że największym zagrożeniem dla jego bytu nie są terroryści czy talibowie, ale niekompetencja naszej elity politycznej i wojskowej. Doprowadzenie do sytuacji całkowitej utraty zdolności do obrony własnej niepodległości i niepodzielności terytorium było możliwe jedynie w warunkach biernej i asekuranckiej postawy polskich elit politycznych i wojskowych, które sprawowały władzę po roku 1989.


Ich konformizm i serwilizm oraz kompleksy niszczą to, co najbardziej wartościowe w całym narodzie i uniemożliwiają zbudowanie nowoczesnego, sprawnego i bezpiecznego państwa. Członkostwo w NATO i UE, największe sukcesy w powojennej historii Polski, na skutek ich nieodpowiedzialnej postawy mogą przerodzić się w naszą największa porażkę, ponieważ ich instrumentalne traktowanie przez elity powoduje, że ich wpływ na nasze bezpieczeństwo jest odwrotny do zamierzonego.


Ten paraliż myślenia i działania polskich elit wynika prawdopodobnie z ich genezy, sięgającej w bliższej przeszłości do czasów „okrągłego stołu”, w dalszej przeszłości nawet do okresu po II wojnie światowej. Na początku lat 90. ub. wieku, Polska znalazła się w sytuacji, kiedy to po 50 latach walki o niepodległość i związanych z tym olbrzymich strat ludzkich, procentowo największych właśnie wśród elit, musiała podjąć proces ich odbudowy. Niestety, w wyniku zmowy zawartej przy „okrągłym stole”, proces ten został w znacznym stopniu zdeterminowany poprzez zawarte tam ustalenia, a jego dalszy przebieg został oddany w ręce ludzi o poglądach lewicowo-liberalnych wywodzących się z „Solidarności” oraz postkomunistów wywodzących się z PZPR. W efekcie elity Polski niepodległej zbudowane zostały w znacznym stopniu na bazie ludzi o takich właśnie poglądach.


Ten wyjątkowy w historii Polski proces inżynierii społecznej spowodował ukształtowanie się specyficznej postawy polskiego lewicowo-liberalno-postkomunistycznego inteligenta członka elity, o specyficznym sposobie myślenia i postrzegania rzeczywistości, który zdominował przestrzeń publicznej debaty w Polsce, wypierając z niej przedstawicieli elit patriotyczno-niepodległościowych. Postawa ta wywiera obecnie znaczący, a często decydujący, wpływ na polską politykę bezpieczeństwa, a jej skutki możemy obserwować praktycznie we wszystkich obszarach funkcjonowania naszego państwa.


W zakresie bezpieczeństwa politycznego – po okresie uprawiania przez nasze elity idealizmu politycznego oraz naiwnej polityki uśmiechów i ustępstw, w ramach członkostwa w UE – kryzys przyniósł otrzeźwienie i widać coraz wyraźniej, że polityka międzynarodowa to (jak zresztą zawsze) twarda gra interesów narodowych, w której nasze elity nie radzą sobie zupełnie.


W zakresie bezpieczeństwa militarnego – bezkrytyczna, granicząca z naiwnością wiara w solidarność sojuszniczą NATO oraz błędna interpretacja podstawowych artykułów Traktatu Północnoatlantyckiego powoduje przerzucenie troski za nasze własne bezpieczeństwo na barki sojuszników oraz degradację własnego, narodowego potencjału obronnego.


Ostatnim, ale chyba najbardziej niepokojącym objawem, dekadencji polskich elit, jest brak polskiej suwerennej myśli strategicznej. Po dawnych czasach Układu Warszawskiego pozostał nam kompleks „starszego brata”. Polska myśl strategiczna w obszarze bezpieczeństwa militarnego - praktycznie nie istnieje. Żadna z powołanych do tego celu instytucji (Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, Departament Strategii i Planowania Obronnego MON, Zarząd Planowania Strategicznego SG WP, Akademia Obrony Narodowej) nie potrafi pozbyć się tego kompleksu, zmienił się tylko „starszy brat”. Większość opracowań z dziedziny zarządzania strategicznego w obszarze Sił Zbrojnych RP, powstałych w ciągu kilkunastu ostatnich lat, wzoruje się na literaturze angielskojęzycznej i przeważnie jest wręcz kopią rozwiązań amerykańskich, angielskich czy niemieckich, powstałych w odmiennych warunkach geopolitycznych i geostrategicznych.


Wszystkie z opisanych powyżej wad i słabości polskich elit politycznych i wojskowych, a co za tym idzie i polskiego systemu obronnego oraz polskich sił zbrojnych nabierają szczególnego znaczenia w kontekście imperialnej i coraz bardziej agresywnej polityki Rosji. Zagrożenie jakie tworzy Rosja dla całej Europy, ale przede wszystkim państw Europu Środkowo-Wschodniej, w tym dla Polski, powoduje, że dalsze tolerowanie takich elit i takiej polityki bezpieczeństwa militarnego jest niedopuszczalne i wymaga jak najszybszej zmiany dopóki jeszcze nie jest za późno.