Kto jest online

48 gości on-line.






Mini statystyki



Wsparcie


Obrona Terytorialna






Przemysław A. Szudek "Polska na tle strategii globalnej"

Strategia globalna, choć nie jest zupełnie nowym pojęciem, dopiero w drugiej połowie XX wieku nabrała praktycznej treści. Dopiero bowiem w ciągu ostatnich dziesięcioleci, zarówno bronie masowego rażenia, jak i środki ich przenoszenia sprawiły, że cała kula ziemska znalazła się w zasięgu ich niezawodnego działania. Ten globalny potencjał wojenny posiadają jedynie dwa supermocarstwa: Stany Zjednoczone i Rosja Sowiecka. Anglia, Francja i Chiny, mimo posiadania broni nuklearnych, tego potencjału nie mają.

W wyniku tej koncentracji olbrzymich, nieznanych dotąd w historii środków rażenia, sytuacja strategiczna wszystkich państw uległa zmianom. Zespół czynników, które składały się na położenie strategiczne poszczególnych państw, stracił wiele na znaczeniu. W wypadku konfliktu nukleranego topograficzne cechy obronne granic państwowych przestały zupełnie grać efektywną rolę. Ten zanik samodzielności obronnej państw, który zresztą pojawił się już przed uzyskaniem broni nuklearnych przez Rosję, sprawił, że państwa Europy Zachodniej przystąpiły do związku politycznego pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych. Państwa Europy Wschodniej, bez możliwości wyboru, zostały skonsolidowane w bloku sowieckim. Konsekwencją tego procesu był zanik historycznie długotrwałych czynników politycznych, geograficznych, gospodarczych i demograficznych, które składały się na całość położenia strategicznego danych państw. Obecnie sytuacja tych państw uwarunkowana jest przede wszystkim ich położeniem wewnątrz wymienionych bloków.

W wypadku Polski, podobnie jak innych państw Paktu Warszawskiego, jej sytuacja strategiczna określona jest znaczeniem, jakie jej obszar posiada dla Związku Sowieckiego w wypadku konfliktu z państwami sprzymierzonymi w NATO. Pozornie podobna sytuacja dotyczy państw Europy Zachodniej, jednakże dwa z nich posiadają własny potencjał nuklearny (Anglia i Francja), ponadto zaś Francja nie należy do organizacji wojskowej NATO. Poza tym każde państwo, członek przymierza atlantyckiego, może z niego wystąpić z własnych pobudek politycznych. Polska nie może wystąpić z Paktu Warszawskiego bez krwawego konfliktu z Rosją.

Początek ery historycznej, słusznie nazwanej nuklearną, zbiegł się z utratą niepodległości przez Polskę. Jeszcze do roku 1945 istniały możliwości zachownia niepodległości, później rozpoczął się okres utrwalania rządów komunistycznych jednocześnie w roku 1945 los świata zależał od jedynego mocarstwa nuklearnego, jakim były Stany Zjednoczone. Nigdy przedtem ani potem, w rękach jednego rządu nie znalazła się i wyłaczna siła. Jej wymiar fizyczny był tak wielkiego rzędu, że po demonstracji w Japonii, ponowne jej użycie przestało być konieczne, a nawet pożądane. Sama groźba mogła być wystarczająca dla stworzenia podstaw trwałego i sprawiedliwego pokoju. Tymczasem wszystkie korzyści polityczne w okresie amerykańskiego monopolu nuklearnego wyciągnęła Rosja, państwo wyczerpane wojną, zacofane technicznie, cywilizacyjnie i ustrojowo. Monopol Stanów Zjednoczonych nie trwał długo i udowodnił, że posiadanie broni nuklearnych, nawet na warunkach wyłączności, nie jest jednoznaczne ze sprawowaniem hegemonii politycznej.

Obecnie mapę świata możemy podzielić na wyraźne strefy odpowiadające stopniowi zagrożenia nukleranego. Nie ulega wątpliości, że państwa położone w Afryce Równikowej mogą być spokojne o swój los: atak nuklearny z pewnością im nie zagraża. Natomiast Europa, czyli obszary zajmowane przez państwa paktów Atlantyckiego i Warszawskiego, należy do strefy największego zagrożenia nuklearnego. Zakłada się bowiem, że konflikt zbrojny pomiędzy tymi blokami rozpocznie się od ataku nuklearnego, albo wkrótce doprowadzi do obustronnego użycia broni nuklearnych taktycznych, strategicznych lub jednych i drugich. Założenie to może nie być słuszne, co nie zmienia postaci rzeczy o tyle, że stopień zagrożenia nuklearnego będzie zawsze jednakowo wysoki w działaniach na terenie Europy.

Polska znajduje się w centralnym punkcie największego zagrożenia nuklearnego. Z położenia tego wynikają konsekwencje wybiegające daleko poza obecną przynależność do bloku komunistycznego. To wyjątkowe położenie nie jest wytworem nowoczesnych warunków politycznych. O panowanie nad obszarem Polski toczyło się wiele wojen, a stolica Polski, Warszawa, ma światowy rekord bitew stoczonych w czasach nowożytnych o jej posiadanie.

Od roku 1655 wojska polskie stoczyły czternaście bitew o posiadanie Warszawy. Jeszcze wymowniej przemawiają liczby, gdy rozpoczniemy statystykę w roku 1794, a zakończymy ją w roku 1944. Otóż w ciągu tych stu pięćdziesięciu lat walczyliśmy o Warszawę dziesięć razy, w czym znajdują się trzy bitwy powstańcze wewnątrz miasta (1794, 1830, 1944), cztery oblężenia i szturmy (1794, 1794, 1831, 1939) oraz trzy walne bitwy w polu (1809, 1831, 1920). Nie wyliczamy tu bitew między zaborcami, których pośrednim lub bezpośrednim celem była Warszawa. Spośród dziesięciu bitew tylko jedna była zwycięska i rozstrzygająca o losach wojny (1920), dwie ostatnie były dotkliwymi klęskami. Zwycięska bitwa o Warszawę w roku 1920 została słusznie zaliczona do decydujących bitew w historii świata, jednakże w każdej innej bitwie o stolicę Polski ważyła się przyszłość Europy. O panowanie nad nią walczyli Szwedzi, Prusacy, Austriacy, Rosjanie i Niemcy, lecz tylko Rosja zdołała ją utrzymać przez długie okresy, to jest od 1815 do 1915 i od roku 1945 do chwili obecneji.

Dla Rosji panowanie nad Polską oznacza więcej niż zwykły nabytek terytorialny, na których jej nigdy nie zbywało. Rozpoczęte w roku 1815 panowanie nad Warszawą oznaczało dla niej osiągnięcie stanowiska mocarstwowego na równe sto lat. Utrata Warszawy w roku 1915 położyła kres tej randze, a próba odzyskania jej w roku 1920, została udaremniona przez Polskę na następne dwadzieścia lat. Ponowne zajęcie Warszawy w roku 1945 stanowiło powrót Rosji na utracone stanowisko światowego mocarstwa.

Jest rzeczą wysoce znamienną, że pierwszymi autorami, którzy nie tylko zauważyli działanie tego prawa, ale także wskazali środki zaradcze, byli Marks i Engels. Udowodnili oni, że warunkiem ocalenia Europy przed Rosją była odbudowa niepodległej Polski, w czym wyprzedzili wykryte przez prof. MacKindera prawidłowości geopolityczne dotyczące obszaru Polskiii. Liczba bitew o Warszawę i ich zaciętość świadczą nie tylko o uporze Polaków w obronie niepodległości, lecz także o zrozumieniu przez Rosję znaczenia tego miasta jako klucza do Europy i mocarstwowego stanowiska. Posiadanie broni nuklearnych samo przez się tego stanowiska nie zapewnia, na co wskazuje przykład Chin lub Francji.

Nasuwa się tu pytanie, czy liczba konfliktów zbrojnych w epoce nuklearnej wzrasta w porównaniu z poprzednimi okresami. Ogólna odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Proces powstawania nowych państw w Azji i Afryce, powodował szybkie i częste zmiany w układzie sił politycznych w drodze wojennej. Konflikty te obejmują terytoria o wielkim znaczeniu dla gospodarki światowej, jak na Bliskim Wschodzie, natomiast nie obejmują strefy największego zagrożenia nuklearnego. Na tej podstawie możemy dojść do wniosku, że możliwości konfliktów zbrojnych zwiększają się tam, gdzie zagrożenie nuklearne jest małe, lub nie istnieje wcale. Brak konfliktów zbrojnych w Europie nie oznacza jednak stabilizacji stosunków politycznych. Powstanie na Węgrzech, najazd na Czechosłowację, ciągła i często krwawa walka narodu polskiego z rządem PRL, dowodzą stanu przeciwnego. Fakt, że ruch oporu i wielokrotne otwarte bunty kończyły się dotąd niepowodzeniem, nie oznacza ich słabości, lecz tłumaczy się brakiem pomocy z zewnątrz. Obojętność państw Zachodu wobec narodów pod sowieckim zaborem usprawiedliwia się zawsze obawą przed wywołaniem konfliktu nuklearnego. Analiza historyczna ten pogląd podważa.

Mimo sprzyjających warunków politycznych, żadne z powstań polskich nie doczekało się pomocy od przyjaznych państw Europy. Nie tylko jednak powstańcy walczyli w odosobnieniu. „W roku 1939, mimo zobowiązań traktatowych i wbrew szczegółowo określonym postanowieniom wojskowym, Polska nie otrzymała pomocy w walce ze wspólnym nieprzyjacielem, którego szybkie pobicie leżało w możliwościach sojuszników zachodnich. Wcześniej odmówiono pomocy Czechosłowacji w jeszcze korzystniejszych warunkach. Sojusznicza pomoc dla Polski w ciągu wojny była znikomo mała, ograniczała się do kosztów niewielkiej ilości broni dostarczonej Armii Krajowej, natomiast pod względem politycznym, juz od roku 1943, państwa sojusznicze prowadziły zdecydowanie antypolską działalność.

Z perspektywy historycznej widzimy zatem, że epoka nuklearna nie zmieniła sytuacji Polski ani na lepsze ani na gorsze, tak pod względem obronności granic, jak i pod względem stosunków politycznych. Zatem obawa przed konfliktem nuklearnym, nie jest jedyną i wyłączną przyczyną obojętności Europy i stojącej za nią Ameryki wobec spraw polskich. Wyrażanie takiego przypuszczenia powinno nas pobudzić do zbadania wszystkich przyczyn, być może bardziej istotnych, bo historycznie trwałych. Regularności geopolityczne, na które się powołaliśmy, nie są tu pomocne. Nowoczesna nauka podaje w ogóle wątpliwość ich wpływ na wypadki historyczne. [Geopolityka] nie „tłumaczy bardziej zasadniczych problemów, dlaczego Polska była słabą, gdy Prusy i Rosja były mocne lub dlaczego Rosja połknęła Polskę, a nie Polska Rosję"iii.

Niewątpliwie główną przyczyną była słabość wojskowa Polski od początku osiemnastego wieku do czasów obecnych. Od dwustu pięćdziesięciu lat Polska nie posiadała dostatecznych sił zbrojnych dla obrony strategicznie doniosłego terytorium – części europejskiego „Heartland" według określenia prof. MacKindera. Pomiar „dostateczności" jest jednak trudny do ustalenia. Pomimo licznej armii i znakomitych fortyfikacji, uważanych za „dostateczne" do zatrzymania każdego nieprzyjaciela, Francja została łatwo pobita w roku 1940. Odwrotnie, Rzeczpospolita Obojga Narodów utrzymywała znikome siły w stosunku do swych możliwości gospodarczych, a jednak wyszła zwycięsko ze wszystkich wojen XVI i XVII wieku. Pomiar wydajności bojowej, czyli zdolności zadawania nieprzyjacielowi wyższych strat niż własne w stosunku do ilości wojska i długości operacji, jest o wiele dokładniejszą metodą, jednakże daje dobre wyniki jedynie retrospektywnie. Na podstawie pomiaru wydajności bojowej możemy stwierdzić, że żadne z mocarstw XVII wieku nie dysponowało wojskiem równie sprawnym w stosunku do liczby i kosztów utrzymania jak Rzeczpospolita Obojga Narodów. Można oczywiście twierdzić, jak to na ogół przyjęła za pewnik polska historiografia, że wielkie i kosztowne wojsko zapobiegłoby skutecznie wojnom i zniszczeniom wojennym, jednakże rzut oka na historię europejską tego okresu wystarczy, aby przekonać się o błędzie tego rozumowaniaiv.

Duża wydajność bojowa wojsk Rzeczypospolitej szła w parze z wysokim poziomem sztuki wojennej. Szczególnie operacje „po liniach wewnętrznych", czyli kolejne znoszenie silniejszego, ale podzielonego nieprzyjaciela, zostały przez dowódców polskich doprowadzone do mistrzostwa, dościgniętego, lecz nigdy nie prześcigniętego, dopiero przez Napoleona. Upadek gospodarczy i moralny kraju na początku XVIII wieku przyniósł również zagładę wojska, które przestało spełniać warunek „dostateczności". Od końca tego strasznego stulecia tylko dwukrotnie miała Polska wszystkie warunki do stworzenia wojska według własnej koncepcji i ku własnej wyłącznie obronie.

Pierwszą próbą było wojsko zorganizowane w wyniku reform Sejmu Czteroletniego, a zniszczone przez kapitulację Stanisława Augusta i ostatecznie przez klęskę Insurekcji. Drugą próbą było wojsko zorganizowane po roku 1918, a zniszczone w dwadzieścia lat później. Mimo świetnego zwycięstwa w roku 1920 jako organizacja wojsko było wadliwe, a polskie wytyczne strategiczne, zamiast być czynnikiem wyrównującym słabość techniczną i liczbową, ułatwiały nieprzyjacielowi wykorzystanie przewagi. Można na tej podstawie dojść do wniosku, że problemy organizacji i celowego użycia sił zbrojnych są słabą stroną Polaków. Jak zanotowaliśmy, przeczą temu ubiegłe okresy historyczne.

Przyczyny tego stanu rzeczy leżą daleko głębiej niż błędy jednostek lub całych grup; trzeba tu sięgnąć po materiał wyjaśniający stan emocjonalny i umysłowy Polaków w okresie dziesięciu bitew o Warszawę. Materiał ten zawarty jest w studiach prof. Aleksandra Gelli nad inteligencją polską, tą „warstwą charyzmatyczną", która ukształtowała psychikę narodową przynajmniej na stuleciev. Psychika ta odznaczała się bezgraniczną gotowością do poświęceń, która pozwoliła nie tylko na przetrwanie niewoli bez uszczerbku kulturalnego, lecz także na zwycięstwo moralne nad zaborcami. W parze z tym kształtowały się mniej korzystne cechy. Stuletnia przerwa w posiadaniu własnego państwa spowodowała, że pojęcie sił zbrojnych zostało utożsamione z bohaterskimi grupami młodzieży, podejmującej nierówną, lecz z założenia konieczną i zwycięska walkę z nieprzyjacielską przemocą. Studia nad teorią wojenną zostały zastąpione przez plany powstańcze, których podstawą była głęboka wiara w zwycięstwo słusznej sprawy. Nawet żołnierze o dużej wiedzy zawodowej, jak Bem i Mierosławski, poddali się temu kierunkowi myślenia planując mobilizację milionowych mas, bez uzbrojenia i zaopatrzenia, z całkowitą wiarą w celowość i sprawność tych gigantycznych zamierzeń. Niestety podobną metodę myślenia zastosowano przed rokiem 1939, a także w czasie trwania wojny w stosunku do Armii Krajowej. Tymczasem trudności politycznego i geograficznego położenia kraju powinny nas były przekonać, że najważniejszą dla przyszłości narodu dziedziną są studia nad zagadnieniami sił zbrojnych i obronności państwa. Zainteresowania naukowe emigracji powojennej poszły w wielu kierunkach i osiągnęły znaczne sukcesy, co może być źródłem pewnego zadowolenia, jednakże studia wojskowe zostały nadal zaniedbane, co jest objawem szkodliwym, ponieważ w tej przede wszystkim dziedzinie nie ma w Polsce odpowiedników. Należy bowiem zdać sobie wyraźnie sprawę, że studia wojenne w PRL prowadzone są pod kątem widzenia i w celu utrzymania Warszawy pod panowaniem Rosji, co jest sprzeczne z interesem Polskivi.

Strategia była zawsze i nadal jest nauką, dla której, jak dla każdej nauki, najbardziej korzystny jest stan pokoju. W epoce nuklearnej rola i miejsce strategii zostały jeszcze mocniej związane ze stanem pokoju, ponieważ ryzyko pozostawienia przyszłych operacji na los improwizacji jest zbyt duże. Ostatecznie bowiem, bez względu na formy walki, zwycięstwo należeć będzie do strony posiadającej decydujący odwód ogniowy. Z natury tego założenia wynika, że wszystkie decyzje strategiczne muszą być powzięte zawczasu, pozostawiając jedynie wybór taktycznych alternatyw do wykonania w czasie wojny.

Klasyczna definicja Clausewitza mówi, że strategia jest sztuką wykorzystania bitew jako środków do osiągnięcia celów wojnyvii. Obecne definicje rozszerzyły znacznie to proste sformułowanie, choć bynajmniej mu nie zaprzeczyły. Rozwinięcie definicji strategii zawarte w regulaminie armii USA zasługuje na uwagę, ponieważ wyraża jednocześnie punkt widzenia największej potęgi wojskowej świata.

Strategia narodowa: sztuka i nauka rozwoju i użycia politycznych, gospodarczych i psychologicznych sił narodu, wspólnie z siłami zbrojnymi, podczas pokoju i wojny, dla osiągnięcia celów państwowych.

Strategia ogólna: sztuka i nauka rozwoju i użycia politycznych, psychologicznych, gospodarczych i wojskowych sił, według konieczności, podczas pokoju i wojny, dla zapewnienia poparcia dla polityki państwowej, w celu zwiększenia możliwości powodzenia lub zwycięstwa i dla zmniejszenia możliwości

Strategia wojskowa: sztuka i nauka użycia państwowych sił zbrojnych, dla osiągnięcia celów polityki państwowej, przez użycie siły lub goźbę użycia siłyviii. Jak widzimy, definicje te potwierdzają, że nie tylko planowanie, ale i działalność strategiczna odbywają się obecnie w czasie pokoju. Nawet w części dotyczącej strategii wojskowej mamy wyraźne stwierdzenie, że groźba użycia siły jest skuteczną alternatywą jej rzeczywistego użycia. W jednej ze swych najbardziej przenikliwych obserwacji Clausewitz powiedział, że przypuszczalne bitwy należy uważać za równie doniosłe w skutkach jak te, które miały miejsce w rzeczywistości. W epoce nuklearnej twierdzenie to jest całkowicie zrozumiałe.

Ze wszystkich części definicji amerykańskiej przebija nacisk na wspólnotę działania wszystkich dziedzin życia narodowego w celach obronnych, z pozostawieniem wojsku niejako ostatniego słowa, w imieniu narodu. Nie powinno to być dla nas, Polaków, nowością. Już znamienny artykuł XI Ustawy Rządowej z dnia 3 maja 1791 roku stwierdza, że: Naród winien jest sobie samemu obronę od napaści i dla przestrzegania całości swojej [...] wojsko nic innego nie jest jak tylko wyciągnięta siła obronna i porządna z ogólnej siły narodu.

Działalność strategiczna w czasie pokoju ma na celu stworzenie takiej sytuacji, która zmusiłaby nieprzyjaciela do podjęcia kroków wojennych w najmniej korzystnych warunkach. Celem idealnym jest postawienie nieprzyjaciela w sytuacji beznadziejnej, tak aby pod wpływem groźby wojny nuklearnej pozostawało mu jedno wyjście: kapitulacja bez bitwy. Jest to cel działalności sowieckiejix. Odwrotnie, celem działalności strategicznej NATO jest zapobieżenie powstaniu takich sytuacji, przez stałe utrzymywanie własnej przewagi zbrojnej. Zauważyliśmy uprzednio, że panowanie nad Polską ma dla Rosji wyjątkowe znaczenie. Uczyniliśmy to na podstawie stwierdzonych regularności historycznych. Obecna wartość strategiczna obszaru Polski wynika z jego położenia na zapleczu rosyjskiej strefy frontowej. Wyłączenie tego terytorium spod kontroli sowieckiej automatycznie przekreśla możliwość działań wojennych przeciwko państwom NATO na głównym, środkowym odcinku frontu. Po stronie państw NATO podobną rolę spełnia obszar Oceanu Atlantyckiego.

Sytuacja ta bynajmniej nie jest nowa. W obydwu wojnach światowych zwycięstwo na Niemcami zostało ciężko wywalczone jedynie z pomocą Stanów Zjednoczonych. Niezbędnym warunkiem zwycięstwa było uprzednie zdobycie panowania nad wodami Atlantyku. Zabezpieczenie szlaków morskich między Europą a Ameryką jest dla państw NATO absolutną koniecznością strategiczną; utrata tej kontroli oznacza niemal automatycznie klęskę Europy i wstęp do kapitulacji Stanów Zjednoczonych. Wybór kierunku strategicznego jest więc dla Rosji oczywisty: jest nim Atlantyk. W celu jego opanowania, olbrzymi program zbrojeń morskich, rozpoczęty w roku 1972, uczyni Rosję pierwszą potęgą morską świata w roku 1984.

Odmiennie niż na lądzie, a szczególnie w gęsto zamieszkanej i pokrytej obiektami gospodarczymi Europie, działania morskie toczą się na olbrzymich przestrzeniach pustych wód. Odmiennie niż na lądzie, gdzie celem działań wojennych jest zniszczenie sił żywych nieprzyjaciela, celem działań morskich jest wyłącznie zniszczenie jednostek pływających. W epoce nuklearnej cechy te nabierają specjalnego znaczenia. Po pierwsze, użycie broni nuklearnych na morzu nie powoduje natychmiastowych i wtórnych strat wśród ludności cywilnej. Po drugie, użycie tych broni nie powoduje zniszczenia środowiska gospodarczego. Po trzecie, stosunkowo mała moc ładunku nuklearnego wystarcza dla osiągnięcia pożądanego skutku. Warunki te czynią obszar morski idealnym terenem wojny nuklearnej, specjalnie w ramach obowiązującej doktryny NATO.

Pierwsza doktryna wojenna epoki nuklearnej opierała się na zasadzie masowego odwetu nuklearnego przeciw ośrodkom gospodarczym i celom wojskowym w Rosji. Doktryna ta nie pozostawiała pola do domysłów, specjalnie gdy wykonanie jej nie dopuszczało wątpliwości. Została ona zastąpiona doktryną uwarunkowanej odpowiedzi (flexible response), która nie obiecuje zniszczenia Rosji, o ile ta nie użyje pierwsza strategicznych broni nuklearnych. Jeżeli natomiast dla wsparcia działań lądowych Rosja użyje pierwsza broni typu taktycznego, wówczas siły zbrojne NATO odpowiedzą użyciem broni nuklearnych na tym samym szczeblu taktycznym i o tej samej mniej więcej mocy. Koncepcja ta nosi wszelkie pozory intelektualnej wyższości, a jednak według wyrażenia wysokiego oficera brytyjskiego jest „muzyką dla uszu sowieckich generałów". Jest nią dlatego, że w swoim założeniu oddaje inicjatywę w ręce nieprzyjaciela, co jest jednym z grzechów głównych w oczach każdego żołnierza.

Można przyjąć za pewnik, że rozpoczęcie działań nuklearnych na otwartym morzu nie spowoduje odwetu nuklearnego przeciw celom położonym w głębi Rosji. Działania na morzu mogą w ten sposób toczyć się przy użyciu broni nuklearnych, natomiast działania lądowe mogą ograniczyć się do broni konwencjonalnych, w których Rosja posiada znaczną przewagę. Istnieje także możliwość, choć dość krańcowa, że działań na lądzie w ogóle nie będzie. W rzeczy samej, zwycięstwo Rosji w bitwie o Atlantyk uczyniłoby atak sił lądowych zupełnie zbędnym. Umiarkowane warunki pokojowe wystarczyłyby zapewne, aby złamać ducha oporu osamotnionej Europy.

Historia dostarcza wielu przykładów na poparcie wysuniętej tezy. Wojny prowadzone wyłącznie na morzach nie dziwiły nikogo w Europie XVII wieku, choć teoria wpływu potęgi morskiej na dzieje świata miała czekać jeszcze dwa wieki na swoje teoretyczne opracowanie. Wojny morskie Anglii, Holandii, Hiszpanii, Portugalii i Francji, w różnych swych kombinacjach, oraz ich polityczne skutki, należały do tego typu konfliktów. Wystarczy tu wspomnieć, że w wyniku jednej z nich, mało znane miasto kolonialne Nieuw Amsterdam, zostało for better or worse przekazane Anglii i otrzymało nazwę

New York (pokój w Bredzie 1667)x.

Tu dochodzimy do istoty niebezpieczeństwa istniejącego w samym założeniu doktryny uwarunkowanej odpowiedzi. Dozwala ona na działania nuklearne w odrębnych strefach, z nadzieją na ich odizolowanie, przy użyciu broni taktycznych (theatre weapons). Strefą taką może być jednak także środkowa Europa, włącznie z Polską. W ten sposób główne mocarstwa nuklearne (USA i ZSRR) mogą toczyć wojnę na terenach sojuszniczych, zabezpieczając się wzajemnie przeciwko narażeniu własnych terytoriów na zniszczenia nuklearne. Mniejsza moc rażenia taktycznych broni nuklearnych nie ma w tym wypadku znaczenia, gdyż rozmiary zniszczeń są funkcją częstotliwości użycia broni.

Trzeba tu podkreślić, że Rosja nie zna odpowiednika teorii uwarunkowanej odpowiedzi. Prace teoretyków sowieckich jednogłośnie stwierdzają, że wojny nuklearnej nie da się ograniczyć do pewnego rodzaju broni. W ich przekonaniu wojna nowoczesna rozpocznie się od niszczącego ataku za pomocą wszelkich dostępnych technologii środków masowego rażenia. Przy tym założeniu doktryna uwarunkowanej odpowiedzi może tylko logicznie spełnić swoje warunki przez powrót do masowego odwetu, czyli do niczym nieograniczonej wojny nuklearnej, co uznane jest za wypadek tak krańcowy, że w praktyce niemożliwy. Ostatecznie zatem, o ile obecna doktryna wojenna NATO uznaje wojnę nuklearną za prawdopodobną, o tyle doktryna sowiecka, przez usunięcie wszelkich ograniczeń, czyni z niej krańcową możliwość samozniszczenia, czyli stawia ją w dziedzinie pozaracjonalnejxi.

Obecny okres charakteryzuje największy dotychczas w historii rozwój politycznej i wojskowej potęgi Rosji. Zapewne niedaleka przyszłość wykaże, czy jest to okres szczytowy, od którego rozpocznie się proces odwrotny. Nic bowiem nie zmieni faktu, że sytuacja strategiczna Rosji uległa w ostatnich latach znacznemu pogorszeniu. Widmo wojny na dwa fronty, która zniszczyła Niemcy dwukrotnie w ciągu bieżącego stulecia, stanęło obecnie w całej swej grozie przed Rosją. Od chwili nawiązania stosunków z Chinami przez Stany Zjednoczone najgorsza ze wszystkich strategicznych sytuacji stała się udziałem Rosji. Możliwość wojny z Chinami spowodowała, że obecnie jedna trzecia sowieckich sił zbrojnych znajduje się na Dalekim Wschodzie. W razie działań wojennych zasoby Syberii i rosyjskiego Dalekiego Wschodu nie są w stanie wesprzeć samodzielnie walczącej tam armii. Większa część zaopatrzenia i uzupełnień wciąż skazana jest na podróż liczącą dziesięć tysięcy kilometrów wzdłuż łatwych do zerwania linii kolejowych. Choć uparta obrona ma pewne widoki powodzenia, pobicie i inwazja Chin nie leżą w sferze realnych możliwości. W każdym wypadku stanowisko Chin będzie krępowało postępowanie Rosji na wszystkich frontachxii.

Jedną z trudności strategicznego położenia Polski był zawsze brak silnego sojusznika na wschodniej granicy Rosji. Wkroczenie Japonii na arenę polityki światowej zdawało się kłaść temu kres i już dalekowzroczny Piłsudski szukał z nią porozumienia, jeszcze przed odbudową państwa. Bez względu na ustój polityczny oraz inne okoliczności, wrogie Rosji Chiny będą zawsze realnym, choć niekoniecznie czynnym, sojusznikiem Polski.

Sytuacja Rosji uległa także pogorszeniu w Południowo-Zachodniej Azji, gdzie inwazja Afganistanu nie przyniosła spodziewanych szybkich korzyści. Zamiast nich sowiecka armia okupacyjna, licząca w roku 1982 około sto tysięcy ludzi, będzie się domagała uzupełnień i sprzętu, bez widoków na powodzenie w walce z nieprzyjacielem, którego pobicie może być tylko częściowe i krótkotrwałe.

Na koniec, w roku 1980 bezpieczeństwo zachodniej strefy przyfrontowej zostało zagrożone przez polski ruch niepodległościowy. Wojna wypowiedziana narodowi polskiemu przez rząd PRL w grudniu 1981 roku była wyrazem konieczności przywrócenia swobody działania armii sowieckiej w tej strategicznie najważniejszej dla Rosji strefie. Jak w wypadku każdej napastniczej wojny, początek jej przyniósł sukces napastnikowi, tym bardziej że nie miał do czynienia z uzbrojonym przeciwnikiem, ale widoki na ostateczne zwycięstwo rządu PRL i Rosji Sowieckiej będą się stale zmniejszały. Przez zwycięstwo należy rozumieć doprowadzenie społeczeństwa do stanu całkowitej uległości Rosji i przywrócenia armii PRL jej poprzednich zadań operacyjnych w ramach Paktu Warszawskiego. Ani jedno, ani drugie nie leży w sferze bliskich lub przewidywalnych możliwości.

Jeżeli zanalizujemy formy walki narodu polskiego z narzuconym i obcym rządem, to dostrzeżemy w nich zasady użycia sił politycznych, gospodarczych i psychologicznych narodu, podczas pokoju dla osiągnięcia zamierzonych celów. Zauważymy także, iż całość działalności przeciw Rosji opiera się na czynniku, który definicja strategii nazywa groźbą użycia siły. W tym wypadku siła ukryta jest w solidarnym oporze całego narodu, włączając to, wbrew pozorom, i armię która nic innego jest jak tylko wyciągnieta siła obronna i porządna z ogólnej siły narodu.

Rola sił zbrojnych PRL w konflikcie z Rosją była dotychczas bierna, lecz przez to nie mniej doniosła. Mimo wszystkich wysiłków uczynienia z wojska bezwolnego narzędzia terroru, postawa jego nie gwarantowała Rosji łatwej i bezkrwawej interwencji zbrojnej, jak to miało miejsce w Czechosłowacji. Najbardziej ostrożne i zawodowo obiektywne przewidywania zachodnich ekspertów wojskowych zgodne były w opinii, że w razie wkroczenia wojsk sowieckich do Polski, część wojska PRL obróciłaby broń przeciwko napastnikowixiii. Z punktu widzenia operacyjnego, aby była skuteczna, to znaczy szybka i obezwładniająca, inwazja sowiecka musiałaby dysponować siłami przynajmniej trzykrotnie większymi od polskich, na co Rosję stać, choć nie bez znacznego wysiłku. Mimo tej możliwości, najbardziej przerażającym Rosję scenariuszem jest prawdopodobieństwo przeniesienia zwycięskich dla niej operacji na teren Niemiec Wschodnich i Czechosłowacji, gdzie rozmieszczone są wojska sowieckie przeznaczone do zadań przeciwko państwom NATO. Każde rozwiązanie lub usiłowanie rozwiązania problemu polskiego z bronią w ręku zawiera dla Rosji szereg niepewności, które bynajmniej nie rozpraszają się z upływem czasu. Nawet historycznie tradycyjna i ciągle oświadczana neutralność Zachodu wobec wypadków w Polsce zawiera z sowieckiego punktu widzenia znaczny element niepewności. Pochodzi to z natury wrogich sobie systemów, które nigdy nie uważają oświadczeń strony przeciwnej za wiarygodne. Niepewność ta potęguje się jeszcze przez rozmiar ryzyka wojennego właściwego dla strefy, w której leży Polska. Strefa największego zagrożenia nuklearnego jest bowiem równocześnie strefą największego ryzyka. A zatem, w strefie największego zagrożenia nuklearnego podejmowanie najmniejszego ryzyka wojennego grozi konsekwencjami tak nieobliczalnymi, że możliwe doraźne korzyści z ryzykownego kroku tracą wszelką porównywalną wartość.

Strategia narodowa znalazła w tym nową broń, której naukowe zastosowanie zmierza do stopniowego obezwładnienia nieprzyjaciela. Jest to strategia, która w pełni wykorzystuje warunki niepewności. Stawia ona nieprzyjaciela w sytuacjach, które zmuszają go do największej ostrożności w postępowaniu lub nawet do bezczynności wobec wysokiego stopnia zagrożenia wojennego. Jak każda strategia, posługuje się ona bitwami, które nie zawsze kończą się zwycięstwem, jednakże każda bitwa przybliża koniec wojny. Bitwy te toczą się o cele pośrednie, często zdobyte na nieprzyjacielu w drodze na pozór nieznacznych ustępstw. Jest to zatem metoda określona przez Liddle Harta jako strategia celów pośrednich, której głównym celem jest niepodległość. Skuteczność tej strategii może być przedmiotem dyskusji. Możemy ją oceniać jedynie na podstawie dotychczasowych wyników, a te są raczej pozytywne.

Konsekwencje wojny narodu polskiego z rządem PRL i ze stojącą za nim Rosją dały się prędko odczuć w ogólnej sytuacji strategicznej. O ile przed rokiem 1980 szybka inwazja Zachodniej Europy była przez wojskowe czynniki NATO określana jako prawdopodobna, o tyle po tym roku nastroje uległy znacznemu odprężeniu. Groźba konfliktu zbrojnego, konwencjonalnego lub nuklearnego, pomiędzy Wschodem a Zachodem uległa znacznemu osłabieniu. Stało się to pomimo szybkiego i liczbowo imponującego postępu w zbrojeniach sowieckich, szczególnie w taktycznych broniach nuklearnych, przeznaczonych do działań w Europie. Konflikt w Polsce przeniknął stopniowo wszystkie dziedziny stosunków pomiędzy dwoma wrogimi blokami. Według wyrażenia Prezydenta Stanów Zjednoczonych, stosunki dyplomatyczne z Rosją rozwijały się w cieniu Polski, co nie było historyczną niespodziankąxiv.

Skutki odprężenia spowodowane oddalaniem się groźby sowieckiej inwazji, umożliwiły działania na pozaeuropejskich obszarach. W ubiegłych latach wycofanie z sił NATO dwóch lotniskowców (jedynych operacyjnych w Royal Navy), nuklearnych okrętów podwodnych, mobilizacja stu innych jednostek pływających i skierowanie najlepszych oddziałów szturmowych do operacji zaczepnych na południowym Atlantyku, nie leżało w sferze praktycznych możliwości pojedynczego członka NATO. W roku 1982 Anglia mogła tego dokonać, z poparciem swoich sojuszników i bez obaw związanych z osłabieniem frontu obronnego w Europie.

O operacjach na Wyspach Falklandzkich możemy powiedzieć, że toczyły się nie tyle w cieniu Polski, ile pod osłoną jej tarczy.

W tym samym czasie wojska Izraela zniszczyły sowieckiego sojusznika na Bliskim Wschodzie, wyszkoloną w państwach Paktu Warszawskiego Organizację Wyzwolenia Palestyny (PLO) nie wywołując innej sowieckiej reakcji niż słabe protesty.

Gdyby czynniki czysto wojskowe decydowały o dacie i kierunku sowieckiego ataku, zakładając, że jest on nieunikniony, to moglibyśmy je przewidzieć dość ściśle, ponieważ sowiecka doktryna wojenna oparta jest na pismach Lenina, który z kolei był wyznawcą pruskich teorii. Doktryna ta wychodzi z założenia, że rozpoczęcie działań wojennych jest logicznym i koniecznym następstwem osiągnięcia przez jedną ze stron obiektywnej przewagi nad nieprzyjacielem. Gdy przewaga ta zostaje osiągnięta, wówczas na władzach państwowych ciąży obowiązek rozpoczęcia wojny, inaczej wysiłek gospodarczy kraju i ofiary ludności byłyby bezcelowe, a ponowny korzystny moment mógłby się nigdy nie powtórzyć. Oczywiście, obliczenie momentu obiektywnej przewagi nad potencjalnym nieprzyjacielem jest równie trudne jak obliczenie „dostateczności" sił zbrojnych do obrony kraju, a nierównie bardziej ryzykowne. Co do kierunku uderzenia, to teoria nakazuje w pierwszym rzędzie, eliminację silniejszego nieprzyjaciela, czyli państw NATO, w tym przekonaniu, że Chiny zadowolą się bierną obserwacją. Jak dalece trudne jest ustalenie własnej przewagi i wybór kierunku pierwszego uderzenia, świadczą wojny XX wieku. W trzech wypadkach napastnik pomylił się w obliczeniach i zapłacił za pomyłkę przegraną wojną. Dwukrotnie uczynili to nauczyciele teorii wojennej, Niemcy, jeden raz popełniła omyłkę Japonia.

***

Pierwszym autorem, który opisał zwięźle sytuację geostrategiczną Polski był Gall Anonim. Miał on przed oczyma Polskę w granicach odpowiadających mniej więcej dzisiejszym i perspektywę historyczną przynajmniej dwóch wieków. Pisał on:

Kraj to wprawdzie lesisty, ale dość przecież obfitujący w złoto i srebro, chleb i mięso, ryby i miód, pod tym względem zasługuje na wywyższenie ponad inne, że gdy przez tyle wspomnianych ludów, chrześcijańskich i pogańskich jest otoczony i zwalczany, od wszystkich naraz i wielokrotnie przez pojedynczych wrogów, nigdy przecież nie został ujarzmiony w zupełności.

Od chwili napisania tych słów Polska rozwiązywała swoje problemy strategiczne na ogół z dużym powodzeniem. Od ostatniego najazdu krzyżackiego na Kujawy w roku 1333 – co było jednak tylko lokalnym epizodem – aż do najazdu szwedzkiego, na ziemiach Polski piastowskiej, w Wielkopolsce, w zachodniej Małopolsce, na Mazowszu i na znacznych obszarach na wschód od nich nie postała noga nieprzyjacielska. Trzysta lat bezpieczeństwa tych ziem było sukcesem strategii polskiej, niemal wyjątkowym w Europie. Rzeczpospolita Obojga Narodów wyszła zwycięsko z wojen siedemnastego wieku i ostatecznie odrzuciła potęgę turecką nie tylko od swoich granic, ale i od serca Europy.

Upadła pod ciosami państw, którym w dziele zniszczenia przewodziła Rosja. Znajdujemy się obecnie w okresie, w którym osiągnęła nie tylko całkowitą przewagę nad swymi partnerami w dziele rozbiorów, ale także grozi zniszczeniem swym sprzymierzeńcom z czasów ostatniej wojny światowej. Jej strategia ma na celu podporządkowanie całego świata swej woli, o ile możliwe bez konfliktu zbrojnego. Strategia państw Przymierza Atlantyckiego ma na celu utrzymanie swego stanu posiadania. To są zewnętrzne warunki, w ramach których musi działać polska strategia narodowa dążąca do odzyskania niepodleglości. Każda działalność strategiczna, w czasie wojny czy pokoju, zawiera element ryzyka. Naukowe planowanie dąży do zmniejszenia lub nawet zupełnej eliminacji elementu ryzyka przez obiektywną analizę środków i dobór współmiernego ze środkami celu. Strategia jest nauką zbudowaną na fundamencie historii – pisał marszałek Foch. Historia ostatnich dwóch wieków zawiera dużą liczbę pouczeń dla strategii narodowej.

Jak staraliśmy się wykazać, każda bitwa o Warszawę miała wpływ na losy Europy. We wszystkich bitwach naród i wojsko płaciły stale podwyższoną cenę, aż po najwyższą, wyrażoną w zniszczeniu stolicy i rozproszeniu jej ludności w roku 1944. Od czasów zburzenia Jerozolimy w roku AD 70, żaden naród nie okupił tak drogo swego naturalnego prawa do wolności. Do narzuconych przez sytuację zewnętrzną warunków należy zatem dodać warunek własny: nie wolno dopuścić do piętnastej bitwy o Warszawę. Może się wydawać, że strategia narodowa została w ten sposób uwikłana w sprzeczności nie do rozwiązania. Wskazuje to jednak tylko na fakt, że tak jak planowanie wojenne, tak i planowanie walki bezorężnej nie daje automatycznie łatwych rozwiązań.

Przypisy:

i Bitwy o Warszawę: 1656 – oblężenie polskie (Polska – Szwecja), 1656 – bitwa w polu (Polska – Szwecja), 1657 – oblężenie siedmiogrodzkie (Polska – Szwecja), 1704 – oblężenie szwedzkie (Polska – Szwecja), 1705 – bitwa w polu (Polska, Saksonia – Szwecja), 1705 – bitwa w polu (Polska, Saksonia – Szwecja), 1794 – powstanie (Polska – Rosja), 1794 – oblężenie koalicyjne (Rosja/Prusy – Polska), 1794 – szturm Pragi (Polska – Rosja), 1809 – bitwa w polu (Polska – Austria), 1830 – powstanie (Polska – Rosja), 1831 – bitwa w polu (Polska – Rosja), 1831 – oblężenie (Polska – Rosja), 1920 – bitwa w polu (Polska – Rosja), 1939 – oblężenie (Polska – Niemcy), 1944 – powstanie (Polska – Niemcy). Ze względów formalnych w zestawieniu tym brakuje walk w getcie (1943), ponieważ nie była to bitwa o posiadanie Warszawy.

ii H.J. MacKinder, Democratic Ideals and Reality, Penguin Books, London 1943; W. Sukiennicki, O geopolityce "Res Publicae", "Kultura" nr 7/1980 (Paryż).

iii N. Acherson, 1.000 years of Polish History, "History Today", November 1982, London.

iv Wydajność bojową oblicza się przez ustalenie stosunku procentowego strat dziennych jednej strony, do stanu początkowego wojsk nieprzyjaciela, z poprawką na czynnik postawy (atak, obrona, przygotowana obrona, obrona fortyfikacji). Teorię wydajności opracował Col. T.N. Dupuy (USArmy), The Qualified Judgment Method, Dunn Loring, Va 1976. Rozwinięciem teorii w stosunku do przewidywania przyszłości jest praca tegoż autora Col. T.N. Dupuy,

Numbers, Predictions and War , Macdonald & Janes, London 1979.

v A. Gella, The Life & Death of the Old Polish Intelligentsia, "Slavic Review", vol. 30, No 1; 1971, tegoż, Czym była dawna inteligencja polska, "Wiadomości" Nr 50, 51.52, Londyn 1979.

vi Zbiór Prac Naukowych Kongresu Współczesnej Nauki i Kultury Polskiej na Obczyźnie, Londyn 1970. Zawiera 82 prace z dziedziny nauk społecznych. Żadna z nich nie dotyczy spraw sił zbrojnych lub zagadnień wojennych.

vii Analizę dzieła Clausewitza z punktu widzenia nowoczesnej wojny zawiera wstęp do nowego wydania Pelican Classics, On War, editor A. Rapoport, London 1967. Tamże w niczym nie przestarzały wstęp do wydania 1908 przez

Col. F.N. Maude.

viii USArmy. USArmy Regulations 1965.

ix The Danger is Defeat not Destruction , American Institute for Economic Research, Gt. Barrington Mass.

Anonimowy autor przeprowadza dowód, że zmuszenie Stanów Zjednoczonych do kapitulacji bez walki jest celem strategii rosyjskiej. Dowód oparty jest na analizie uzbrojenia i doktryny wojennej USA, wadliwych według autora. Tym samym problemem zajmował się P.A. Szudek w serii artykułów: Pax Sovietica, „Accent", nr 6 & 7, 1970, Amsterdam. Autor doszedł do tego samego wniosku na podstawie analizy sowieckich zbrojeń morskich.

x M.A. Thayer Adm., USNavy Influence of Sea Power upon History (1980), Influence of Sea Power upon the French Revolution (1892), Naval Strategy (1911).

xi Analiza manewrów sił Paktu Warszawskiego w ostatnich latach 1981/1982 wskazuje jednak, że odmiennie niż oficjalne źródła, doktryna sowiecka dopuszcza rozwój działań nuklearnych w sposób stopniowy lub też pomija je całkowicie. Strategic Survey 1981/82 International Institute for Strategic Studies, London 1982, Soviet Doctrine.

xiiStrategic Survey 1981/82, Siberia and the Soviet Presence in East Asia.

xiii Strategic Survey 1981/82, Poland.

xiv Strategic Survey 1981/82: "No major changes in the structure of international security marked the year 1981.

Contrary to the fears expressed by many, particularly in Europe, there was no indication of impending conflict, conventional or nuclear, between East and West" […] "the events in Poland underlined once again the basic brittleness of Soviet control in Eastern Europe" (Wstęp do całości stadium).

Źródło:

Sprawy polskie w perspektywie światowej, red. Aleksander Gella, Londyn 1985, s. 171-188.