Kto jest online

73 gości on-line.






Mini statystyki



Wsparcie


Obrona Terytorialna






W Afganistanie wiosło niepotrzebne

Obecnie klęski żywiołowe, jak powodzie i różne katastrofy, np. ekologiczne, mogą przybierać wielkie rozmiary i powodować konieczność użycia różnorodnych sił, także wojska. Jednak lepszym rozwiązaniem od wykorzystywania zawodowych wojskowych jest utworzenie sił terytorialnych - wojska tańszego, a skutecznego w obronie. Niestety, objęcie urzędu ministra obrony przez Bogdana Klicha oznaczało kres istnienia resztek wojsk obrony terytorialnej.

W sytuacjach kryzysowych drogie w utrzymaniu jednostki wojsk operacyjnych (zmechanizowanych) są nieprzydatne. Sprawdzają się natomiast w akcji formacje lekkiej piechoty z wojsk obrony terytorialnej. Siły obrony terytorialnej są niezbędne do obrony kraju. Terytorium państwa, granice, ważne ośrodki administracyjne, centra przemysłowe, linie energetyczne i komunikacyjne, infrastruktura - to wszystko wymaga ochrony. Droga armia zawodowa, obecnie 100 tys. żołnierzy, nie zapewni całemu państwu ochrony. Takie wojsko, drogie w utrzymaniu, ponieważ ich wyszkolenie i uzbrojenie wymaga wielkich nakładów, jest też mało skuteczne w sytuacjach kryzysowych. Generał Bogusław Pacek ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego zapewniał telewidzów, że do walki z powodzią wysłano 4 tys. żołnierzy. W obliczu potrzeb są to siły niewystarczające. Z drugiej strony jest to chyba granica wydolności obecnych sił zbrojnych RP. Do akcji można skierować szeregowców i podoficerów, generałów i pułkowników trudno skierować do dźwigania worków z piaskiem. A mamy w armii trochę ponad 33 tys. szeregowców. Mimo ogromu zagrożeń wojsko nie było w stanie wesprzeć jednostek samorządowych i służb cywilnych w walce z powodzią.

Najbardziej optymalnym wyjściem jest uformowanie wojsk obrony terytorialnej. Obrona terytorialna z racji związania z miejscem zamieszkania żołnierzy jest armią obywatelską - można ją użyć do ochrony ludności i wsparcia władz cywilnych w sytuacjach kryzysowych.

Żołnierze obrony terytorialnej na co dzień w cywilu w razie potrzeby mogą być wzywani do wykonywania zadań niemilitarnych przez lokalne władze. W razie kryzysu jednostka obrony terytorialnej, w której znajdą się mieszkańcy zagrożonego terenu, podejmuje działania ochronne. Obywatele w mundurach znający teren i mieszkańców mogą działać skutecznie.

Kiedy w 1997 r. powstawała Akcja Wyborcza Solidarność, jako jeden z jej organizatorów starałem się zwracać uwagę na właściwą organizację sił zbrojnych. Stworzyłem zespół programowy ds. bezpieczeństwa narodowego, który przedstawił propozycję programu w zakresie obronności Rzeczypospolitej. Władze AWS program zaakceptowały. Znalazło to odbicie w umowie koalicyjnej tworzącej rząd AWS z Unią Wolności. Zapisano postulaty "stworzenia sprawnego systemu obrony terytorialnej" oraz "rozbudowania wojsk obrony terytorialnej".

Jako sekretarz stanu i pierwszy zastępca ministra obrony miałem dopilnować, aby tak się stało. Okazało się, że minister Janusz Onyszkiewicz, polityk UW, nie rozumie, do czego są potrzebne wojska OT. Trzeba było podjąć różne nieformalne działania, aby wymóc na nim zgodę na podjęcie tematu. 5 maja 1998 r. minister powołał zespół pod moim kierownictwem do opracowania koncepcji zadaniowej i strukturalno-organizacyjnej systemu obrony terytorialnej. Wykonaliśmy szereg ekspertyz i opracowań studyjnych. W sierpniu zespół przedstawił ministrowi do podpisu "Koncepcję systemu obrony terytorialnej". W grudniu 1999 r. zaprezentowałem zatwierdzoną koncepcję parlamentarnym komisjom obrony, dołączając do niej propozycje zmian legislacyjnych.

Przewidywaliśmy realizację koncepcji w czterech etapach; od końca 1999 r. do 2012 roku. Za kwotę około 710 mln zł w ciągu tych lat miał powstać system obrony terytorialnej posiadający w skadrowanych jednostkach 10 tys. żołnierzy i zdolny w razie zagrożenia osiągnąć liczbę 120 tys. ludzi. Czas służby w OT miał trwać 3 miesiące - w wojskach operacyjnych 12 miesięcy. Żołnierz OT po odbyciu służby w czasie 10 lat mógł być powołany ponownie, jednak łączny czas powołań nie mógł przekroczyć 12 miesięcy. Po wyrzuceniu mnie z MON przez ministra obrony Bronisława Komorowskiego w lipcu 2001 r. tworzenie "wojska Szeremietiewa" - jak mówili niechętni OT - zaczęło kuleć. Powstało wprawdzie siedem brygad OT, ale zaczęto przebąkiwać o ich likwidacji. Doktor Grzegorz Kwaśniak z Akademii Obrony Narodowej pisał: "Idea wojsk Obrony Terytorialnej w znaczeniu tworzenia formacji ochotniczej (podobnej do tej, która jest w Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych) upadła wraz z odejściem z MON-u wiceministra Romualda Szeremietiewa. A te jednostki OT, które obecnie wchodzą w skład Wojska Polskiego, niczym nie przypominają Obrony Terytorialnej, jaka istnieje np. w Szwajcarii czy Szwecji (gdzie istnieje pobór, a 99 proc. męskiej populacji odbywa przeszkolenie wojskowe, oczywiście w zupełnie innej formie niż w WP). Co więcej, jednostki te mają być powoli rozwiązywane".

Rzeczywiście 30 września 2003 r. minister Jerzy Szmajdziński pod pretekstem słabej dyscypliny rozwiązał 23. Śląską Brygadę OT. Powołano batalion obrony terytorialnej. Rok później batalion rozformowano, tworząc na jego bazie oddział specjalny żandarmerii. Kolejną 2. Mińsko-Mazowiecką Brygadę Obrony Terytorialnej im. gen. dyw. Franciszka Kleeberga zlikwidował minister Radosław Sikorski. Na bazie brygady został też utworzony oddział specjalny żandarmerii. Przekształcono w bataliony OT: 1. Gdańską Brygadę Obrony Terytorialnej im. gen. Józefa Wybickiego, 22. Karpacką Brygadę Piechoty Górskiej Obrony Terytorialnej, 18. Brygadę Obrony Terytorialnej im. Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego i 14. Brygadę Obrony Terytorialnej Ziemi Przemyskiej im. Hetmana Polnego Koronnego Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. W przypadku 14. brygady jej żołnierze już w pierwszym roku istnienia jednostki brali bezpośredni udział w ratowaniu ludności cywilnej, podczas powodzi na Podkarpaciu. Brygada regularnie uczestniczyła też w kierowanych przez wojewodę podkarpackiego wspólnych ćwiczeniach z Policją Państwową i Państwową Strażą Pożarną.

Objęcie urzędu ministra obrony przez Bogdana Klicha oznaczało kres istnienia wojsk obrony terytorialnej. W lipcu 2008 r. bataliony OT zostały przeformowane w zmechanizowane. Zakończyła żywot ostatnia 3. Zamojska Brygada OT. W styczniu 2008 r. brygadę przeformowano w batalion OT, a 1 lipca 2008 r. przekształcono w batalion zmechanizowany.

Generał Sławomir Petelicki w artykule "Polska źle dowodzona" ("Rzeczpospolita" z 7 czerwca br.) przedstawia scenę z akcji powodziowej: "...czterech żołnierzy na łodzi kręci się wkoło, bo każdy wiosłuje w inną stronę, a mieszkańcy, których mają ratować, krzyczą: 'O rany! Oni nie umieją wiosłować! Za chwilę rozwalą nam płot!'". MON tworzy siły przeznaczone do misji zagranicznych. Żołnierze nie muszą wiedzieć, jak posługiwać się wiosłami - w Afganistanie wiosłować nie trzeba. Inaczej jest pod Sandomierzem. Tymczasem kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta zamiast koncepcji współpracy między różnymi siłami ratowniczymi przedstawia nam błyskotliwe stwierdzenia, że skoro rzeka tyle razy wylewała, to ludzie powinni się do tego przyzwyczaić.

Romuald Szeremietiew